Sokolica - Górska wyprawa w ekstremalnych warunkach
Hejka! Dziś napiszę Wam kilka słów o mojej najbardziej ekstremalnej wyprawie, jaką przeżyłam do tej pory. Była to "wspinaczka" na Sokolicę - mierzący 747 metrów szczyt Pienin Środkowych.
Wyprawę miałam rozpocząć z samego rana, lecz kiedy tylko się obudziłam i wyjrzałam przez okno, odechciało mi się wychodzić na zewnątrz. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, z których spadały wielkie krople deszczu. Jednak ostatecznie zdecydowałam, że wybiorę się na Sokolicę. Ubrałam kurtkę przeciwdeszczową i sprostałam wyzwaniu.
Pojechałam do Krościenka nad Dunajcem i stamtąd rozpoczęłam trasę, która miała mnie doprowadzić na szczyt. Na początku była tylko lekka mżawka, więc pomyślałam, że po kilku godzinach chmury całkowicie znikną z nieba. Jednak pozory mylą...
Początkowa trasa biegła wzdłuż rzeki Dunajec. Była to dość szeroka ścieżka (samochód spokojnie by się zmieścił), po której idąc w ogóle się nie męczyłam. Minęłam liczne górskie kapliczki, zarówno te wybudowane, jak i wykute w skałach. Później ścieżka stała się węższa i biegła pod górkę; na polanie przeszłam obok jakiejś starej, drewnianej chaty. Dalsza droga biegła już przez las. W lesie rozpoczął się najgorszy odcinek szlaku. Na Sokolicę prowadziły liczne schody "usypane" z kamieni i drewnianych pali. Właśnie wtedy pogoda gwałtownie się pogorszyła. Deszcz padał coraz mocniej i mocniej. Schody nie były wcale tak trudne do pokonania, jak kamienie, których ilość wzrastała wraz z wysokością. Szlaki były coraz węższe i coraz bardziej strome. Myślałam, że nie dam rady dojść na szczyt. Deszcz sprawił, że kamienie były bardo śliskie i ciężko się po nich wchodziło. Rzadko można było spotkać gdzieś jakąkolwiek barierkę, której można było się złapać. Wchodzenie po mokrych kamieniach jest niebezpieczne, ponieważ noga może się bardzo łatwo obsunąć, a my możemy upaść. Wydaje mi się, że w takich warunkach tylko dzięki profesjonalnemu obuwiu zdołamy wejść na górę bez przeszkód.
Za wszelką cenę chciałam dobyć szczyt; szłam dalej. Nogi bardzo mnie bolały, ale powiedziałam sobie, że muszę tam dojść. W końcu udało się zdobyć Sokolicę. Dopiero będąc na szczycie cieszyłam się taką fatalną pogodą. Dlaczego? Zobaczcie na zdjęciach. Dookoła znajdowała się gęsta mgła. Góry i drzewa wyglądały jakby były zanurzone w jakimś puchu. Oczywiście zobaczyłam też słynną krzywą sosenkę, która rośnie na skale. Wyglądała cudownie na tle tak bajecznego krajobrazu. Nie mogłam nasycić się tym widokiem...
Później trzeba było zejść na dół. Okazało się to jeszcze gorsze, niż wchodzenie, gdyż łatwiej było się poślizgnąć na kamieniu. Jednak udało mi się zejść bez żadnego upadku. Cała i zdrowa wróciłam do Szczawnicy. Miałam zakwasy na nogach, ale stwierdzam, że było warto się poświęcić dla takiego widoku.
Wyprawę miałam rozpocząć z samego rana, lecz kiedy tylko się obudziłam i wyjrzałam przez okno, odechciało mi się wychodzić na zewnątrz. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, z których spadały wielkie krople deszczu. Jednak ostatecznie zdecydowałam, że wybiorę się na Sokolicę. Ubrałam kurtkę przeciwdeszczową i sprostałam wyzwaniu.
Pojechałam do Krościenka nad Dunajcem i stamtąd rozpoczęłam trasę, która miała mnie doprowadzić na szczyt. Na początku była tylko lekka mżawka, więc pomyślałam, że po kilku godzinach chmury całkowicie znikną z nieba. Jednak pozory mylą...
Początkowa trasa biegła wzdłuż rzeki Dunajec. Była to dość szeroka ścieżka (samochód spokojnie by się zmieścił), po której idąc w ogóle się nie męczyłam. Minęłam liczne górskie kapliczki, zarówno te wybudowane, jak i wykute w skałach. Później ścieżka stała się węższa i biegła pod górkę; na polanie przeszłam obok jakiejś starej, drewnianej chaty. Dalsza droga biegła już przez las. W lesie rozpoczął się najgorszy odcinek szlaku. Na Sokolicę prowadziły liczne schody "usypane" z kamieni i drewnianych pali. Właśnie wtedy pogoda gwałtownie się pogorszyła. Deszcz padał coraz mocniej i mocniej. Schody nie były wcale tak trudne do pokonania, jak kamienie, których ilość wzrastała wraz z wysokością. Szlaki były coraz węższe i coraz bardziej strome. Myślałam, że nie dam rady dojść na szczyt. Deszcz sprawił, że kamienie były bardo śliskie i ciężko się po nich wchodziło. Rzadko można było spotkać gdzieś jakąkolwiek barierkę, której można było się złapać. Wchodzenie po mokrych kamieniach jest niebezpieczne, ponieważ noga może się bardzo łatwo obsunąć, a my możemy upaść. Wydaje mi się, że w takich warunkach tylko dzięki profesjonalnemu obuwiu zdołamy wejść na górę bez przeszkód.
Za wszelką cenę chciałam dobyć szczyt; szłam dalej. Nogi bardzo mnie bolały, ale powiedziałam sobie, że muszę tam dojść. W końcu udało się zdobyć Sokolicę. Dopiero będąc na szczycie cieszyłam się taką fatalną pogodą. Dlaczego? Zobaczcie na zdjęciach. Dookoła znajdowała się gęsta mgła. Góry i drzewa wyglądały jakby były zanurzone w jakimś puchu. Oczywiście zobaczyłam też słynną krzywą sosenkę, która rośnie na skale. Wyglądała cudownie na tle tak bajecznego krajobrazu. Nie mogłam nasycić się tym widokiem...
Później trzeba było zejść na dół. Okazało się to jeszcze gorsze, niż wchodzenie, gdyż łatwiej było się poślizgnąć na kamieniu. Jednak udało mi się zejść bez żadnego upadku. Cała i zdrowa wróciłam do Szczawnicy. Miałam zakwasy na nogach, ale stwierdzam, że było warto się poświęcić dla takiego widoku.
Komentarze
Prześlij komentarz